Polscy Lekarze i Specjaliści

Polscy Lekarze i Specjaliści
Polska Przychodnia Ginekolog Peditra Manchester

piątek, 10 maja 2013

Polska Przychodnia Manchester Śledziona: magazynierka w służbie odporności

Oczyści krew, pokona pneumokoki czy grypę, usunie nawet skutki pocałunków z wirusem...


A powszechnie uchodzi za narząd niepotrzebny, podobnie jak wyrostek robaczkowy, albo migdałki.


Po co nam śledziona i jak o nią dbać, by służyła przez całe życie?

Chociaż zasadniczo nie powoduje dolegliwości bólowych, czasem trzeba się z nią pożegnać w trybie ekspresowym. Znacznie powiększona śledziona nie dość, że zaczyna uciskać okoliczne narządy, zwykle powodując dyskomfort w lewym boku, w nadbrzuszu, to jeszcze grozi niebezpiecznym dla życia pęknięciem. Bywa też, że jej sama jej praca szkodzi, np. osobom z chorobami krwi i wówczas też trzeba ją "wyrzucić".

Czy zarazem rzeczywiście śledzionę można wsadzić do jednego worka z wyrostkiem i migdałkami? Niekoniecznie!

Migdałek gardłowy stanowi niezwykle istotną barierę ochronną przed infekcjami u dzieci. Z czasem traci jednak na znaczeniu i nawet nieusunięty występuje w formie szczątkowej. Zazwyczaj więc po operacji przerośniętego migdałka trudno zauważyć negatywne skutki zabiegu.

Podobnie jest z wyrostkiem robaczkowym: nie usuwa się go profilaktycznie (chociaż robiono to przez jakiś czas w Stanach Zjednoczonych), gdyż wpływa to ujemnie na odporność dzieci i nastolatków. U osób dorosłych, którym z konieczności go usunięto, nie obserwuje się natomiast wyraźnego pogorszenia funkcji immunologicznych.

Inaczej bywa ze śledzioną. Wprawdzie jej funkcje po resekcji przejmują inne narządy, przede wszystkim wątroba, jednak odporność i praca układu krążenia nie jest już tak sprawna, jak przed zabiegiem. Bez śledziony można żyć i nie jest to tak skomplikowane, jak np. po usunięciu żołądka, gdy konieczna jest chociażby zmiana zwyczajów żywieniowych, jednak z nią jakość życia jest z pewnością lepsza. W każdym wieku.

Praca na dwóch etatach

Śledziona w przekroju ujawnia, że to narząd dwukolorowy: tworzą go białe skupiska tkanki łącznej, otoczone czerwoną miazgą. To przede wszystkim skutek przynależności do dwóch układów: krwionośnego i limfatycznego (chłonnego). Elementy układu chłonnego to głównie limfocyty. Część czerwona barwę zawdzięcza składnikom krwi. Miąższ współtworzą tzw. beleczki, czyli pasma tkanki włóknistej. Dzięki ich sprężystości śledziona kurczy się i rozkurcza, zasysając krew lub wypychając ją do krwiobiegu. Może także zmieniać objętość.

Czemu to wszystko służy? Zassana do śledziony krew przede wszystkim zostaje oczyszczona: złapane "stare" i już nie w pełni wydajne erytrocyty (czerwone krwinki) oraz płytki krwi (trombocyty) zostają przez nią zniszczone. Resztki nie zanieczyszczają organizmu, a trafiają do wątroby i stają się składnikiem żółci. Ponieważ układ krwionośny pracuje intensywnie przez całe życie, ale szczególnie szybko w okresie rozwoju, natura dba, by już na starcie ten system sprzątający był sprawny. Stąd śledziona tworzy się już w pierwszych tygodniach życia płodowego, a już od drugiego trymestru ciąży wspomaga organizm płodu umożliwiając namnażanie się erytrocytów.

Limfocyty, czyli komórki odpornościowe, znajdujące się w śledzionie nie tylko są zdolne do niszczenia agresorów organizmu, ale i do produkcji przeciwciał zapobiegających kolejnemu atakowi (dotyczy to limfocytów B). Zatem, gdy nasz organizm zostanie zaatakowany przez wirusy czy bakterie, śledziona bierze się intensywniej do roboty, by nie dopuścić do zakażenia lub szybko je zwalczyć. W czasie pracy musi często wyraźnie zwiększyć objętość, stąd jej powiększenie bywa dla lekarza podpowiedzią, co się z nami dzieje. Np. gdy śledziona, zwykle ważąca ok. 150 g, niemal niezauważalna pod łukiem żebrowym, powiększa się trzykrotnie, a my mamy objawy podobne do anginy, bardzo prawdopodobne, że to nie bakteryjne zapalenie gardła, tylko mononukleoza zakaźna, zwana też chorobą pocałunków. Przy anginie bowiem śledziona zwykle się nie powiększa (chyba, że długo utrzymuje się bardzo wysoka gorączka), a przy mononukleozie owszem.

Śledziona powiększa się w czasie walki z wieloma infekcjami, potem jednak wraca do normy. Oczywiście, jeśli proces leczenia przebiega prawidłowo, a problem zdrowotny nie jest przewlekły, szczególnie poważny, to "tylko" stan zapalny, etc.
Magazyn na wszelki wypadek

Zazwyczaj, jednorazowo, w śledzionie mieści się ok. 50 ml krwi. Bywa jednak, że gromadzi ona jej znacznie (nawet kilkakrotnie) więcej i wcale nie dlatego, że właśnie jesteśmy chorzy. Magazynowanie krwi, czyli w pewnym sensie ograniczenie jej krążenia, zapobiega zbyt szybkiej utracie ciepła. Zwykle zajmuje się tym wątroba, ale śledziona dzielnie ją wspomaga.

Zarazem inna jej funkcja to ułatwianie przepływu krwi i magazynowanie energii. Nie robi tego sama, a wytwarza specjalne substancje, które to potrafią. Są wyjątkowo ważne, gdyż mogą uchronić w szczególnych sytuacjach przed np. niedotlenieniem czy niedożywieniem (a w efekcie - obumieraniem) tkanek.

Powiększenie ma znaczenie

Sama śledziona nie musi być chora, by się powiększyć. To raczej objaw innych problemów ze zdrowiem. Nie należy go jednak lekceważyć. Stopień powiększenia pozwala często lekarzowi wstępnie ocenić, na ile sprawa jest poważna i ewentualnie zlecić dodatkowe badania. Sami jednak tego nie próbujmy. To nie jest prosty mechanizm, że im bardziej powiększony narząd, tym groźniejsza choroba lub odwrotnie. Nawet umiarkowane powiększenie (splenomegalia) może oznaczać zmiany nowotworowe, ale i, często przechodzącą samoistnie, sarkoidozę.

Wśród chorób, które mogą powodować powiększenie (splenomegalia) śledziony, poza wymienionymi wcześniej, są także: reumatoidalne zapalenie stawów, cytomegalia, różyczka, choroby wątroby, zwłaszcza wirusowe, borelioza, AIDS, gruźlica, białaczki ostre oraz przewlekłe, zakrzepica, tętniak.

Zatem zawsze, niezależnie od innych objawów, uczucie ucisku pod żebrami (po lewej stronie) lub w okolicach (może uciskać żołądek, czyli dawać dolegliwości bliżej środka brzucha czy nerkę, więc niżej), trzeba wyjaśnić z lekarzem.

Gdy śledziona zachoruje

Bardzo rzadko problemy zdrowotne dotyczą samego narządu i zazwyczaj nie jest to nic poważnego. Bywa jednak, że stan śledziony wymaga jej natychmiastowego usunięcia.

Mimo imponującej sprężystości, śledziona jest wrażliwa i krucha. Może pęknąć po pozornie niegroźnym urazie brzucha, np. podczas wypadku drogowego, po uderzeniu. Często pęknięcie śledziony bardzo boli, bywa jednak i tak, że najpierw następuje pęknięcie w samym miąższu, które nie daje wyraźnych objawów. Pod włóknistą torebką, która miąższ otacza, zbiera się jednak krwiak (czasem kilka dni). Gdy i on pęknie, może nastąpić masywny, zagrażający życiu krwotok, a krew rozlać się po całej jamie otrzewnowej, zawierającej niemal wszystkie narządy układu trawiennego, od żołądka, po jelito grube.

Stąd właśnie między innymi konieczność diagnozowania pacjentów, którzy po urazie brzucha mówią: "nic mi nie jest". Tak do końca to nie wiemy na pewno...

Czasem usuwa się i zdrową śledzionę, np. u osób z zaburzeniami krzepliwości krwi. "Nadgorliwa" śledziona usuwa bowiem płytki krwi (odpowiedzialne za krzepnięcie), które są niepełnowartościowe. Tymczasem w przypadku małopłytkowości: czasem lepsze takie niż żadne.

Gdzie szukać śledziony?

Śledziona nie jest szczególnie dobrym miernikiem zdrowia dla samego pacjenta. Zwykle o tym, że jest powiększona, dowiadujemy się dopiero od lekarza. Śledziona często nie boli, a nas do gabinetu kierują inne objawy. Lekarz powinien umieć zbadać śledzionę tak, by zmiany zauważyć już podczas badania palpacyjnego (w pozycji stojącej, bądź na prawym boku). Do prawidłowego obmacania i opukania śledziony potrzebna jest wiedza, doświadczenie i dwie ręce. Samodzielnie, nieumiejętnie, dotykając brzucha nawet jej nie wyczujemy: choćby dlatego, że sprytnie się chowa w różnych pozycjach. Gdy stoimy, kieruje się w stronę mostka i nieco obniża, gdy leżymy układa się wzdłuż X żebra. zasadniczo jednak znajduje się w nadbrzuszu, po lewej stronie, między żebrami 9., a 11.

Jeśli śledziona jest powiększona (czyli wyraźnie większa od dłoni), najczęściej lekarz zaleca wykonanie usg jamy brzusznej, a w sytuacjach niejasnych czasem także tomografię komputerową lub MRI.

Bywa bowiem i tak, że guzy nerki czy inne patologie są mylone z powiększeniem śledziony.
Źródło: gazeta.pl

Wpis: Polski Lekarz Rodzinny Manchester 01617071983

 

czwartek, 9 maja 2013

Polska Przychodnia Manchester Zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa (Choroba Bechterewa)

Zmiany chorobowe w obrębie układu ruchu mogą mieć bardzo różne podłoże.


W przypadku zesztywniającego zapalenia stawów kręgosłupa za rozwój choroby odpowiedzialna jest mutacja genetyczna.


Z powodu wywołujących ją zwyrodnień cierpią głównie mężczyźni między 20 a 30 rokiem życia.

Mimo że rozwój choroby Bechterewa spowodowany jest wadliwym genem, to zaliczana jest ona także do chorób autoimmunologicznych. Zmiany zwyrodnieniowe dotykają przede wszystkim tkankę łączną, szczególnie stawy, więzadła międzykręgowe oraz stawy krzyżowo-biodrowe. Rozwój schorzenia prowadzi do nadmiernego skostnienia i zesztywnienia więzadeł, co w konsekwencji bardzo poważnie utrudnia poruszanie kończynami dolnymi.

Objawy

Schorzenie ma charakter postępujący, a pierwsze objawy rzadko łączone są z chorobą zwyrodnieniową. W pierwszej kolejności pacjentom dokucza osłabienie, złe samopoczucie oraz brak apetytu. Z czasem pojawia się rozłożony niesymetrycznie ból w okolicy krzyżowo-biodrowej promieniujący do pośladków i tylnej części uda. Staje się on szczególnie odczuwalny nocą lub po długim zastaniu. Gdy choroba jest bardziej zaawansowana ból przenosi się w okolice odcinka piersiowego oraz szyjnego. U części chorych występują bóle w piętach, sztywność i ból w okolicy żeber.

Zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa prowadzi do zmian nie tylko w obrębie układu kostnego. Schorzenie sprzyja nawracającym zapaleniom tęczówki, błony naczyniowej oka oraz aorty wstępującej. Pacjenci z ZZSK dużo częściej cierpią z powodu niedomykalności zastawki mitralnej lub aortalnej, a także zapalenia prostaty i jelit. Stają się również bardziej narażeni na choroby płuc (np. zwłóknienie płuc) i amyloidozę (schorzenie charakteryzuje się odkładaniem białka w organizmie).

Diagnoza

Chorobę Bechterewa rozpoznaje się w oparciu o dwa typy kryteriów: kliniczne oraz radiologiczne. Do pierwszych z nich zaliczane są:

- dolegliwości bólowe w odcinku krzyżowo-lędźwiowym, utrzymujące się minimum 3 miesiące, ustępujące po aktywności fizycznej

- ograniczona ruchomość lędźwiowa części kręgosłupa

- zmniejszona ruchomość w klatce piersiowej

Kryterium radiologiczne obejmuje obustronne zapalenie w stawach krzyżowo-biodrowych. Obecność wszystkich cech klinicznych lub tylko ostatniego z kryteriów nie pozostawia żadnych wątpliwości.

Leczenie

Schorzenie może prowadzić do trwałego kalectwa, dlatego obok leczenia farmakologicznego łagodzącego stany zapalne (kortykosteroidy, leki immunosupresyjne) oraz ból konieczna jest fizykoterapia. Z długim przyjmowaniem leków wiążą się także dolegliwości ze strony układu pokarmowego, takie jak biegunka oraz bóle brzucha.

Ogromna część pacjentów potrzebuje także laski bądź kul by móc samodzielnie się poruszać.
Źródło: gazeta.pl

Wpis: Polski Fizykoterapeuta Manchester 01617071983

 

Polska Przychodnia Manchester Jak diagnozuje się autyzm?

Proces diagnozowania autyzmu jest skomplikowany i wymaga ścisłej współpracy ze strony specjalistów różnych dziedzin m.in. z zakresu psychologii klinicznej, psychiatrii, medycyny, pedagogiki specjalnej oraz terapii zajmującej się zaburzeniami mowy.


Na czym polega i jakie kroki powinni podjąć rodzice zaniepokojeni rozwojem dziecka?


W przypadku niektórych zaburzeń rozwoju, np. porażenia mózgowego czy zespołu Downa rodzice odbierają widoczne i oczywiste sygnały świadczące o stanie ich dziecka już od momentu jego narodzin. I choć większość z nich nie zetknęła się wcześniej z tego typu diagnozą, to dramatyczna prawda oraz potencjalne możliwości pociechy określone zostają już na samym starcie rodzicielstwa. Sytuacja wygląda inaczej u dzieci autystycznych...

Początkowo ich stan może być wyjaśniany takimi przyczynami jak: wada słuchu, zaburzenia mowy, opóźnienie w rozwoju, nieodpowiednie wychowanie oraz trudny temperament.

A przecież im wcześniejsze zdiagnozowanie autyzmu, tym lepsze prognozy funkcjonowania zarówno dla dziecka, jak i jego rodziny.

Jakie kroki powinni podjąć zaniepokojeni rodzice?

Większość rodziców zaniepokojonych nieprawidłowym rozwojem swoich dzieci zgłasza się najpierw do lekarza pierwszego kontaktu. Niestety bardzo często pomoc ogranicza się wyłącznie do opinii, że dziecko wolniej się rozwija i że z czasem wszystko się ustabilizuje oraz wyrówna. Niektórzy lekarze wskazują wprawdzie na opóźnienia w rozwoju, jednakże wyjaśnienie przyczyn proponują odsunąć w czasie, bowiem starsze dziecko jest po prostu łatwiej zbadać. W ten oto sposób dla rodziców rozpoczyna się bolesny proces poszukiwania przyczyn stanu zdrowia i zaobserwowanych deficytów dziecka.

Pierwszym źródłem specjalistycznej pomocy powinny być poradnie pediatryczne lub też psychologiczno-pedagogiczne. Ich głównym celem jest rozpoznanie u dzieci różnych zaburzeń rozwoju, diagnoza, zakwalifikowanie ich do odpowiednich form kształcenia specjalnego oraz przedstawienie dalszych zaleceń w pracy z pociechą. W poradniach dziecko poddawane jest badaniom psychologicznym i pedagogicznym określającymi potencjalne możliwości i deficyty dziecka (np. badanie ilorazu inteligencji, obserwacja dziecka, wywiad z rodzicami). Jeżeli zachodzi taka potrzeba dziecko kierowane jest również na badania medyczne (np. neurologiczne, okulistyczne, audiologiczne, ortopedyczne, laryngologiczne), logopedyczne oraz psychiatryczne.

Według ICD-10 (Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych) diagnoza autyzmu wczesnodzięcięcego obejmuje grupę trzech symptomów w zakresie następujących obszarów:

- jakościowego upośledzenia umiejętności wchodzenia w interakcje społeczne

- jakościowego upośledzenia w porozumiewaniu się

- wyraźnie ograniczonego repertuaru sztywnych i powtarzających się wzorców zachowań, zainteresowań i aktywności.

Na czym polegają i jak je rozpoznać?
Kontakty międzyludzkie autystycznego dziecka

Jakościowe upośledzenie w zakresie interakcji społecznych polega przede wszystkim na braku umiejętności nawiązywania oraz podtrzymywania satysfakcjonujących kontaktów międzyludzkich. Wprawdzie autystyczne dzieci okazują swoje emocjonalne przywiązanie do rodziców i opiekunów, jednakże nie odwzajemniają uczuć w sposób oczekiwany społecznie. Brak empatii, podzielności uwagi, zainteresowania światem społecznym, umiejętności podzielania czyichś uczuć oraz interpretowania gestów innych osób zwiększa poziom frustracji rodziców oraz najbliższego otoczenia.

W przypadku dzieci autystycznych wyraźnie osłabione są również środki komunikacji pozawerbalnej takie jak np. kontakt wzrokowy, mimika twarzy oraz gesty ciała. Dla większości rodziców, nieobecne spojrzenie ich dziecka, potęguje u nich poczucie odrzucenia oraz osamotnienia. Podstawowe reguły społeczne dla autystycznych dzieci są trudne do zrozumienia, dlatego też ograniczają one swoje kontakty z rówieśnikami i światem dorosłych.

Dziecko ma problemy z mową

Drugą grupą symptomów służących do diagnozy autyzmu jest jakościowe upośledzenie w zakresie porozumiewania się. Wiążą się one z nieumiejętnością wykorzystania języka w odpowiedni sposób. Większość dzieci autystycznych po prostu nie potrafi posługiwać się nim tak, aby wyrażać i komunikować swoje myśli i uczucia. Co więcej, występują również problemy z poprawnym użyciem gramatyki, specyficzna i powtarzająca się mowa, zaburzenia rytmu i tonu wypowiedzi.

W przypadku dzieci autystycznych jednym z najbardziej uderzających przykładów ich trudności w porozumiewaniu się są tzw. echolalia natychmiastowe lub odroczone. Echolalia polegają na powtarzaniu przez dziecko bezsensownych dźwięków, zwrotów wypowiedzianych przez inne osoby lub też wymyślonych słów. Przykładem echolalii natychmiastowych jest powtarzanie przez dziecko słów właśnie usłyszanych, np.: mama pyta się "idziemy na plac zabaw?", a dziecko odpowiada to samo "idziemy na plac zabaw". Z kolei echolalia odroczone pojawiają się jakiś czas później (kilka minut, dni, miesięcy, a nawet lat) od momentu ich pierwszego usłyszenia przez dziecko. W tym przypadku mowa dziecka nie jest związana z kontekstem rozmowy oraz nie ma charakteru komunikacyjnego (np. w czasie lekcji dziecko może nagle zacząć powtarzać słowa usłyszane w sklepie, reklamie telewizyjnej lub też z domu).

Możliwości komunikowania się, nawet w przypadku dzieci, które poprawnie opanowały funkcję mowy, są ograniczone. Pojawiają się trudności w zakresie prowadzenia rozmowy, spontanicznych reakcji konwersacyjnych oraz rozumienia pojęć abstrakcyjnych np. miłości, dobra, zła.

Brak zrozumienia idei zabawy i inne budzące niepokój zachowania

Charakterystyczna dla dzieci z autyzmem jest także niezdolność do spontanicznych zabaw symbolicznych, tzw. "na niby" (np. teraz będziemy piratami) oraz społecznych ukierunkowanych na naśladowanie ludzkich zachowań (np. ja będę mamą, ty będziesz tatą, pobawimy się w rodzinę). Dzieci te nie uczą się różnicować zabawy od rzeczywistości oraz nie rozumieją idei odgrywania ról.

Nieodłączonymi cechami autyzmu są również stereotypowe ruchy ciała, potrzeba niezmienności w otoczeniu, zachowania autostymulacyjne (np. bujanie się, kręcenie w kółko, machanie rękoma) oraz fascynacja poszczególnymi przedmiotami bądź też określoną tematyką rozmów.

U dzieci autystycznych często obserwuje się również problemy ze snem, jedzeniem, zachowania autodestrukcyjne (np. gryzienie się, uderzanie się rękoma o głowę), napady złości i agresji skierowane na otoczenie, nadaktywność oraz reakcje lękowe.

Trudności w zrozumieniu świata dziecka autystycznego oraz przejawiane przez niego problemy powodują kłopoty wychowawcze i zwiększają poziom stresu wszystkich członków rodziny.
Źródło: gazeta.pl

Wpis: Polski Lekarz Psycholog Manchester 01617071983

Polska Przychodnia Manchester Sztuka mycia zębów

Mycie zębów to sztuka.


Nie wystarczy rano i wieczorem.


Szczotka i pasta to podstawa, jednak trochę mało, by zęby rzeczywiście domyć.
Płyn do płukania po myciu? Niekoniecznie... Zatem - jak zęby myć, żeby je rzeczywiście domyć?

Nawet jeśli czyścimy zęby starannie, robimy to zwykle dla urody i z obawy przed próchnicą. Oczywiście, nic w tym złego. Prawidłowa higiena jamy ustnej zmniejsza prawdopodobieństwo ubytków o 40 proc., a piękny i zdrowy uśmiech wynagrodzi nam nasze starania.

Warto jednak wiedzieć, że tak naprawdę gra idzie o znacznie wyższą stawkę - prawidłowa pielęgnacja jamy ustnej zapobiega nie tylko chorobom zębów i dziąseł, ale i całego organizmu.

Zdrowie jamy ustnej jest nieodłączną składową ogólnego stanu zdrowia. Stwierdzono związek między zakażeniami jamy ustnej a występowaniem chorób serca i prawdopodobieństwem udaru. Ponieważ choroba dziąseł jest zakażeniem bakteryjnym, wywołujące ją bakterie mogą przedostawać się do krwioobiegu i zaatakować inne organy, w ten sposób możemy się nabawić np. zapalenia przydatków. Kobiety w ciąży, które zaniedbują higienę jamy ustnej, statystycznie rodzą dzieci z niższą wagą urodzeniową. Bakterie namnażające się w jamie ustnej mogą przedostawać się do dróg oddechowych i wywołać nawet zapalenie płuc.

Wystarczy jednak odrobina motywacji i systematyczności, by uniknąć wielu przykrych chorób. Powinniśmy regularnie kontrolować stan naszych zębów i dziąseł u stomatologa oraz dbać o codzienną higienę jamy ustnej.

Myję zęby, bo wiem dobrze o tym

Najlepszym rozwiązaniem jest czyszczenie jamy ustnej po każdym posiłku, a absolutnym minimum - dwa razy na dobę. Najważniejsze jest mycie zębów przed snem - i ono powinno być najdokładniejsze. Zaczynamy od starannego przepłukania ust wodą, a następnie przystępujemy do nitkowania.

Odrywamy ok. 40 cm nici dentystycznej, końcówki owijamy wokół palców wskazujących , wsuwamy nitkę między zęby i wykonujemy pionowe ruchy: od dziąseł w górę.

Kolejnych fragmentów nici używamy do czyszczenia poszczególnych przestrzeni międzyzębowych. Zęby szczotkujemy przez minimum 3 minuty.

Przede wszystkim wykonujemy tzw. ruchy wymiatające - dolne zęby czyszcząc od dołu, a górne od góry. W zależności od potrzeb możemy też stosować ruchy poziome i pionowe, Staramy się nie działać chaotycznie, tylko czyścić zęby po kolei, według ustalonego przez nas schematu, np. zaczynając od dolnych zębów trzonowych, przemieszczając się z prawej strony na lewą.

Po umyciu szczoteczki masujemy nią jeszcze dziąsła, czyścimy - można to też zrobić przy użyciu specjalną tarki - powierzchnię języka.

Na koniec stosujemy płyn do płukania jamy ustnej - po jego użyciu nie płuczemy już ust wodą.

Jeśli mamy wątpliwości, czy dobrze czyścimy zęby możemy wypróbować dostępne w aptekach specjalne tabletki, które zabarwią na kolorowo niedoczyszczone powierzchnie.

Niektórym osobom zaleca się też używanie miniaturowych szczoteczek do czyszczenia powierzchni międzyzębowych i irygatorów (szczególnie wskazanych do pielęgnacji dziąseł).

W drogeriach i aptekach znajdziemy wiele akcesoriów i kosmetyków, dzięki którym codzienne zabiegi pielęgnacyjne staną się nie tylko łatwe, ale także przyjemne.

Szczoteczka to podstawa

Szczoteczkę do zębów, w kształcie zbliżonym do współczesnego, wymyślili w XV wieku Chińczycy. W XVIII wieku zaczęli produkować Anglicy, a w XIX opatentowali Amerykanie. Pora była najwyższa, bo rosnące spożycie cukru sprawiło, że ból zębów był w cywilizowanym świecie powszednią przypadłością. Szczoteczki, które znamy dziś - z zaokrąglonymi nylonowymi włóknami i wieloma sprytnymi gadżetami - wymyślono w XX wieku.Standardem dzisiaj jest rękojeść pokryta gumą, kształt umożliwiający dostęp do najodleglejszych zakamarków jamy ustnej, elastyczne przeguby, markery zużycia (np. w postaci tracącego kolor włosia) czy nasadki polerujące szkliwo.

Dostępne są szczoteczki o różnej liczbie pęczków włosia, o profilu prostym, wklęsłym bądź piramidowym i z różnym kątem ustawienia włókien i główki. W zależności od potrzeb (a te najlepiej skonsultować z dentystą) i indywidualnych upodobań można dobrać nie tylko wielkość szczoteczki, ale i miękkość włosia. Szczoteczkę należy wymieniać, gdy tylko pojawią się oznaki zużycia, co najmniej raz na trzy miesiące. Koniecznie po każdej infekcji jamy ustnej bądź gardła, gdyż ukryte w niej drobnoustroje mogą być przyczyną reinfekcji. Nie można też zapominać o jej odpowiedniej pielęgnacji: po każdym użyciu trzeba umyć szczoteczkę gorącą wodą, a przynajmniej raz na tydzień przepłukać płynem antybakteryjnym.

Może być elektryczna

Odkąd w latach 90. zaczęto masowo produkować elektryczne szczoteczki do zębów, zyskały one grono zagorzałych wielbicieli, przekonanych, że prawidłowa higiena jamy ustnej możliwa jest tylko z ich użyciem. Istotnie, badania wykazują, że szczoteczki elektryczne są bardziej skuteczne w usuwaniu osadów i zapobieganiu krwawieniom dziąseł niż tradycyjne.

Wśród szczoteczek elektrycznych rzadko która ma już konwencjonalny kształt główki. Najczęściej na sklepowych półkach znajdziemy szczotki obrotowe i dźwiękowe. Te ostatnie oprócz drgań wykorzystują fale dźwiękowe o częstotliwości 260 Hz, co ma gwarantować skuteczne oczyszczanie wszystkich powierzchni jamy ustnej. Wszystkie szczoteczki wykonują ruchy oscylacyjne - główka obraca się naprzemiennie w prawo i w lewo. Im szybciej, tym dokładniej usuwane są zabrudzenia i resztki pokarmów. W niektórych modelach dodatkowo wykonywane są ruchy pulsacyjne (do przodu i do tyłu). Główka szczoteczki może dzięki nim rytmicznie dociskać się do powierzchni. Szczoteczki, które łączą ruchy oscylacyjne i pulsacyjne pracują w tak zwanym systemie 3D. To bardzo efektywny sposób usuwania płytki nazębnej.

Pasta - dla zdrowia i urody

Do dbania o higienę jamy ustnej niezbędna jest również pasta lub żel do zębów.

Pierwszą pastę (marka Colgate) zaczęto sprzedawać pod koniec XIX wieku, początkowo w słoikach, a od 1908 roku w tubkach. Dziś jej zadaniem jest nie tylko usunięcie z powierzchni zębów i dziąseł zanieczyszczeń i nalotów, ale także dostarczenie im pielęgnacyjnych i leczniczych substancji. W zależności od potrzeb, możemy w ten sposób zapewnić sobie długotrwałą ochronę przeciwpróchniczą (używając pasty, która zawiera duże ilości wzmacniających zęby związków fluoru), wybielanie (poprzez dodatek substancji ścierających i optycznych wybielaczy), zmniejszenie nadwrażliwości (poprzez dodatek azotanu potasu i chlorku strontu) czy pielęgnację dziąseł (np. dzięki ziołowym wyciągom).

Na rynku istnieje olbrzymi wybór past różnych producentów, wiele z nich zawiera opatentowane formuły lub cząsteczki. Warto zwrócić uwagę na wskaźnik ścieralności zębiny - RDA, który renomowani producenci oznaczają na tubie. Pasty do zębów wrażliwych powinny mieć go w granicach 30-40, wybielające i przeznaczone dla palaczy ok. 100. Pasty o wyższym RDA nie są polecane przez stomatologów. Dokonując wyboru pasty, warto spytać o zdanie naszego dentystę, zwłaszcza jeśli mamy zęby "z problemami".

Zamiast wodą wypłucz płynem

Specjaliści uważają, że samo szczotkowanie zębów, nawet najlepszą szczoteczką i z użyciem najlepszej pasty, nie wystarcza. Dlatego jako trzeci niezbędny element codziennej zębowej higieny wymieniają użycie płynu do płukania jamy ustnej. Zazwyczaj stosuje się go po zakończeniu szczotkowania, ale osobom, które mają problemy z nadmiernym gromadzeniem się płytki nazębnej zaleca się stosowanie płynu także przed - dzięki temu osad można łatwiej usunąć osad.

Warto zwrócić uwagą na instrukcję użycia, np. płyny zawierające dwuglukonian chlorheksydyny stosuje się na pół godziny przed szczotkowaniem.

Na rynku dostępne są zarówno płyny uniwersalne, jak i dedykowane innym problemom - paradontozie, nieprzyjemnemu zapachowi z ust, próchnicy.

Płyny zawierają zazwyczaj związki amoniowe (np. chlorek cetylpirydyny) działające przeciwbakteryjnie lub dwuguanidyny (np. chlorheksydynę) niszczące nie tylko bakterie ale także grzyby. W ich składzie są także nieorganiczne i organiczne związki fluoru. Związki sodu (zwykle cytrynian lub boran) hamują odkładanie się kamienia nazębnego. Podobnie działają sole potasu. Skuteczność płynów zależy od ich regularnego stosowania. Pamiętajmy, że po użyciu płynów nie należy już płukać ust wodą. Stosuje się je właśnie po to, by substancje czynne - zbliżone do tych, jakie zawierają pasty - mogły swobodnie działać, chroniąc nasze zęby i dziąsła.

Nitka do celów specjalnych

Jeśli nasze zęby ściśle przylegają do siebie bezwarunkowo powinniśmy używać nici dentystycznej. Choć w Polsce jest ona wciąż uważana za nowość, to w Stanach Zjednoczonych była powszechnie używana już w początkach XIX wieku. Wówczas stosowano nić jedwabną. Obecnie nić dentystyczna wykonywana jest ze splecionych włókien nylonowych, teflonu czy polietylenu. Dostępnych jest wiele typów nici: woskowane, niewoskowane, zapachowe, bezzapachowe, nasączone fluorem. Rodzajem nici dentystycznej jest też tzw. superfloss, oferujący trzy różne faktury nici "w jednym". Istnieją również specjale rodzaje nici do czyszczenia aparatów ortodontycznych i powierzchni pod przęsłami mostów zębowych.

Nici dentystyczne produkowane są w trzech różnych grubościach, które dobiera się w zależności od szerokości przestrzeni międzyzębowych. Na początku korzystania z nici dentystycznej może pojawić się lekkie krwawienie - nie jest to objaw niepokojący. Jeśli mamy wątpliwości, możemy poprosić dentystę lub higienistkę stomatologiczną, by pokazali nam, jak prawidłowo korzystać z nici.

Do czyszczenia przestrzeni międzyzębowych służą też specjalne miniaturowe szczoteczki, dzięki którym można dotrzeć do trudno dostępnych miejsc. Produkowane są w różnych rozmiarach. Należy je dobierać w zależności od indywidualnych potrzeb - oczywiście wskazuje je praktyka i wygoda, ale by uniknąć niepotrzebnych wydatków, warto poradzić się podczas wizyty w gabinecie stomatologicznym.

Nowością na rynku akcesoriów do higieny jamy ustnej są także specjalne czyścidła (tongue sweepers) do pielęgnacji języka. Mogą przypominać szczoteczkę do zębów bez włosia, wówczas język czyści się gumowymi wypustkami lub mieć kształt maszynki do golenia. Szczoteczki dwustronne (z włosiem po jednej, wypustkami po drugiej) raczej się nie przyjęły, a szkoda. Bakterie lubią bytować i na języku.

Dla lepszej higieny jamy ustnej można się też posłużyć specjalnym irygatorem (tzw. waterpik). To urządzenie, które wyrzuca strumień wody pod niewielkim ciśnieniem i służy do masażu dziąseł oraz do czyszczenia przestrzeni międzyzębowych, implantów, koron, mostów oraz przyzębia.
Źródło: gazeta.pl

Wpis: Polski Lekarz Stomatolog Manchester 01617071983

 

Polska Przychodnia Manchester Leniwy brzuch i zimny piec, czyli dlaczego tyjemy

Jedni mogą odżywiać się nieregularnie, opychać bez pamięci i zachowują zgrabną sylwetkę.


Inni każdą pajdę chleba czy batonik zaraz odnotowują w biodrach.


Osoby z nadwagą często narzekają, że ich tryb życia i dieta nie uzasadnia w pełni problemów z nadmiarem kilogramów. Częściowo mają rację...

Do języka potocznego weszło już określenie "zwolniona przemiana materii". Chętnie właśnie na nią powołują się ci, którzy nie dość, że szybko i łatwo przybierają na wadze, z trudem tracą kilogramy, to jeszcze po sukcesie w odchudzaniu boleśnie doświadczają efektu jo-jo, czyli sytuacji, gdy nie tylko błyskawicznie wracają do wagi sprzed kuracji odchudzającej, ale i znacznie ją przekraczają. Z lekceważeniem przyjmują przy tym sugestie, że sami są sobie winni: nie ruszając się, nieprawidłowo odżywiając, prowadząc nieregularny tryb życia.

Za nadwagą, a zwłaszcza otyłością, czasem stoją poważne choroby, same wymagające leczenia. Zarazem wiadomo, że w ogromnej większości to tryb życia jest przyczyną problemów. Trudno w to uwierzyć, gdy patrzy się na chudzielców, którzy nie mają pojęcia, co to dieta odchudzająca. Tymczasem jest tak, niesprawiedliwie, że niektórzy bezkarnie (przynajmniej do czasu) mogą sobie pozwolić na pewne zaniedbania. Inni stale trzymać wagę w ryzach. Na pocieszenie tym drugim można dodać, że zmiany hormonalne (np. ciąża, menopauza) czasem pozbawiają przywilejów szczupłe panie. Marne to jednak pocieszenie...

Termogeneza do tablicy

Nie tylko hormony i dieta decydują o naszej wadze. Według tzw. teorii termogenezy wszystkie organizmy można przyrównać do pieców o różnych możliwościach. Jeden spala wszystko, co do niego wpadnie, rozgrzewa się do gorąca, a potem wydziela mnóstwo energii. Drugi funkcjonuje gorzej: tli się tylko i pozostaje chłodny. Osoby otyłe to piece o słabym ogniu: niezdolne do spalenia i zamiany wszystkich kalorii w energię cieplną. Pozostałe kalorie odkładają się w postaci tkanki tłuszczowej. Proces jest nasilony, gdy organizm nadmiernie produkuje enzym zwany lipazą lipoproteinową (LPL). Naukowcy odkryli, że u osób otyłych enzym zbyt gorliwie wykonuje swoją pracę i zapasy tłuszczu są zdecydowanie większe niż potrzeby organizmu. Na podobnych zasadach działa efekt jo-jo. Organizm przez jakiś czas głodzony "obawia się" braku energii w przyszłości, więc jak tylko dostanie za dużo paliwa, gromadzi je w tkankach na gorsze czasy. Głodówki więc działają, ale tylko na krótką metę. Ponadto często sprzyjają utracie wody, nie tłuszczu, a czasowe odwodnienie to prędzej perspektywa problemów ze zdrowiem, niż sposób na szczupłą sylwetkę.

Rozgrzewamy piec

Co możesz zrobić, gdy jesteś piecem trudnym do rozgrzania? Bardzo wiele: ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Wyłącznie komórki mięśniowe są zdolne do efektywnego spalania tkanki tłuszczowej. Za mała masa mięśni może sprzyjać nadwadze. Wybór i intensywność treningów zależy od wielu czynników: dotychczasowej aktywności fizycznej (wysiłek trzeba zwiększać stopniowo), ogólnej kondycji, wieku, a przede wszystkim stanu zdrowia. Dla zdrowych każdy sport jest dobry. Chorzy powinni skonsultować się z lekarzem prowadzącym. Jeśli twój kręgosłup nie jest w formie, pomyśl o pływaniu. Jeśli nie możesz korzystać z basenu, gdyż masz skłonność do infekcji dróg moczowych, postaw na biegi, albo rower. Jeśli twój tłuszczyk jest nieregularnie rozłożony i myślisz raczej o ćwiczeniach na konkretne partie mięśni, odwiedź siłownię.

Od zaparcia do efektu jo-jo

Termogeneza i nadprodukcja LPL to tylko jedno ze zjawisk prowadzących do nadwagi. W ludzkim organizmie zachodzi tysiące procesów metabolicznych, które mogą sprzyjać tyciu.

Chociaż większość zaburzeń przemiany materii pojawiających się u osób dorosłych nie wiąże się z jakimiś poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi, utrudnia utrzymanie szczupłej sylwetki. Jeśli miewasz często zaparcia i wzdęcia, a na biodrach i udach błyskawicznie tworzą się charakterystyczne wałeczki, możliwe, że twój organizm ma problem z zamianą tłuszczu w energię. Przy zwolnionej przemianie materii charakterystyczny jest również efekt jo-jo.

Przyspieszyć przemianę

Jeśli "leniwy brzuch" to twój problem, bez usprawnienia pracy układu pokarmowego nie osiągniesz wymarzonej sylwetki. Nie dla ciebie także krótka kuracja, a potem powrót do starych nawyków. Przy problemach metabolicznych konieczne jest trwałe racjonalne odżywianie, połączone z fizyczną aktywnością. Twoja dieta powinna obfitować w błonnik, który nie tylko zmniejsza uczucie głodu, ale przede wszystkim skutecznie i dokładnie sprząta w jelitach. Znajdziesz go w sporych ilościach w otrębach, pełnoziarnistym pieczywie, kaszach, owocach oraz warzywach. Skoro twój organizm ma trudności z przyswajaniem tłuszczów zwierzęcych, warto przerzucić się na tłuszcze roślinne. Nie zapominaj o tzw. kwasach tłuszczowych omega, których wyśmienitym źródłem są ryby. Od nich na pewno nie przytyjesz.

Poprawie przemiany materii sprzyjają wyciągi ziołowe: z kawy, herbaty, morszczynu i brzozy. Powinny uwolnić cię od uciążliwych zaparć. Pamiętaj jednak, że można stosować je wyłącznie do momentu uregulowania stolców. Przedłużając taką kurację, możesz zaburzyć funkcje jelit i w efekcie jeszcze nasilić problemy. Z czasem zioła po prostu przestaną działać. Osobom, które mają trudności z przyswajaniem tłuszczu, mogą też pomóc tzw. fat burnery (pożeracze tłuszczu). Są dostępne bez recepty, ale działają tylko wtedy, gdy ich zażywanie połączysz z intensywnym treningiem fizycznym. Zarówno zioła, jak i inne specyfiki, mogą stosować bezpiecznie wyłącznie ludzie zdrowi, przestrzegający zaleceń z ulotki (jeśli jej nie ma: zrezygnuj z zakupu). Pamiętaj, że o swoich dyskretnych problemach medycznych możesz nawet nie wiedzieć. Zatem zawsze najbezpieczniej jest rozpocząć walkę z nadmiarem kilogramów z pomocą lekarza pierwszego kontaktu.
Źródło: gazeta.pl

Wpis: Polski Dietetyk Manchester 01617071983

 

środa, 8 maja 2013

Polska Przychodnia Manchester Powiększone węzły chłonne: nie panikuj, działaj!

Ten objaw u wielu osób powoduje zrozumiały niepokój, chociaż w większości przypadków, szczęśliwie, na wyrost.


Obrzękiem węzłów limfatycznych rzeczywiście może objawiać się złośliwa choroba nowotworowa lub AIDS, ale również infekcja bakteryjna czy wirusowa, która szybko minie.


Ocenę sytuacji trzeba jednak pozostawić specjalistom i jak najszybciej rozpocząć diagnostykę.
Niepokojące rozpoznanie to nie wyrok, jeśli nie zlekceważysz pierwszych sygnałów choroby lub nie dasz sobą zawładnąć strachowi.

Kiedy szyja spuchnie ci niczym balon, a do kompletu dochodzi przejmujący ból, zazwyczaj na wizytę lekarską namawiać nie trzeba. Paradoksalnie jednak zaatakowane węzły chłonne wcale nie muszą być bolesne, wrażliwe na dotyk, ani powiększone znacznie, by zmiana ich wyglądu wymagała konsultacji lekarskiej. Wręcz przeciwnie: czasem twarde, zbite, niebolesne, duże węzły, bez towarzyszącej opuchlizny poza ich obrębem, mogą wskazywać na chorobę nowotworową. Silny ból, zmieniona skóra na dużej powierzchni, a nawet wyciek ropny, niejednokrotnie oznacza "tylko" zakażenie bakteryjne. Trzeba je leczyć, ale zazwyczaj nie jest to skomplikowane i długotrwałe. Zatem: cokolwiek niepokojącego dzieje się z układem limfatycznym (układem chłonnym), wymaga wizyty lekarskiej. I tyle.

Gdzie i po co te węzły chłonne?

Bywa i tak, że masz powiększone węzły chłonne, a wcale o tym nie wiesz i dopiero lekarz odkrywa zmiany, np. podczas badania usg czy rtg. Są one bowiem bardzo liczne (położone na trasie naczyń limfatycznych), często ukryte, a nas na badania wysyłają inne objawy niż ich powiększenie. Główne i najlepiej znane (bo wyczuwalne) skupiska znajdują się na szyi, przy uszach, pod żuchwą, pod pachami, w pachwinach, ale wszystkich węzłów limfatycznych jest kilkaset. Te zlokalizowane w klatce piersiowej czy jamie brzusznej ogląda przede wszystkim specjalista, głównie dzięki sprzętowi medycznemu. Węzły w pobliżu łokcia czy pod kolanem często obserwujesz samodzielnie, ale raczej podejrzewasz innych winowajców dolegliwości.

Węzły chłonne stanowią ważny element układu immunologicznego. Filtrują limfę (chłonkę), czyli płyn rozprowadzający po całym organizmie limfocyty, czyli komórki odpornościowe. Przede wszystkim jednak najpierw umożliwiają tym białym krwinkom dojrzewanie. Służą więc do unicestwiania wszelkich drobnoustrojów chorobotwórczych i innych patogenów, także komórek nowotworowych.

Kiedy chorujesz, a węzły intensywnie pracują, powiększają się. Zarazem limfadenopatia (która polega na powiększeniu węzłów chłonnych) to nieprawidłowość. Czasem mija sama, bywa nawet i tak, że lekarz nie jest w stanie wykryć pierwotnej przyczyny problemów z węzłami. A jednak trzeba próbować sprawę wyjaśnić i nie zakładać z góry, że pewnie i tak niewiadomo. W przypadku tak wielu chorób czas rozpoczęcia leczenia jest kluczowy. Dla pacjenta, a bywa, że również otoczenia (w przypadku chorób zakaźnych szybka diagnoza pozwala uchronić innych przed zarażeniem).

U dzieci i młodzieży

Rodzic, który zauważy u swojego dziecka powiększone węzły chłonne, zwykle przejmuje się tym bardziej, niż widząc zmiany u siebie. Tymczasem u ludzi młodych (do 30. roku życia) łatwo o obrzęk z byle powodu. Węzły chłonne dziecka, będące przecież elementem układu odpornościowego, mogą zareagować intensywnie na wiele wirusów i bakterii, gdyż nieznany wróg jest zawsze traktowany bardziej serio. Nie w pełni dojrzały układ immunologiczny, w dodatku wciąż narażony na kontakt z nowym agresorem, czasem reaguje "nerwowo". Doświadczenie ma więc swoje dobre strony: jeśli masz więcej niż 30 lat i kilka razy przeszedłeś anginę, po kolejnej chorobie raczej szybko znikają wszystkie ślady. U dziecka, którego układ odporności nie miał wcześniej kontaktu z paciorkowcami, przebieg choroby będzie cięższy, ból gardła bardziej dotkliwy, a węzły chłonne przez jakiś czas, nawet po antybiotykoterapii, powiększone. Zakłada się, że nawet do 6 tygodni, jednak według onkologów powiększenie węzłów chłonnych ponad dwa tygodnie wymaga już pełniejszej diagnostyki.

U ośmiu na 10 młodych ludzi limfodenopatia ma charakter łagodny, o podłożu infekcyjnym. To może być skutek mononukleozy zakaźnej (choroba pocałunków), innej wirusówki, ataku bakterii. Przyczyną mogą być nieleczone mleczaki (częsty błąd!), zapalenie ucha czy świnka. Ta ostatnia rzadko, gdyż przed chorobą skutecznie chroni szczepienie.

Każda z tych chorób wymaga wizyty u lekarza, choćby ze względu na ryzyko powikłań. Ważne też, by to pediatra czy internista poszukał przyczyny. Bywa, że objawy infekcji świadczą nie tylko o niej.

Nie wolno zapominać o tych 20% dzieci i młodych ludzi, którzy mają powiększone węzły chłonne z innej przyczyny. Czasem nie udaje się jej odkryć, ale zdarza się, że sprawcą jest białaczka czy chłoniak, który szczególnie "lubi" ludzi młodych, a daje objawy podobne do uporczywego przeziębienia.

U dorosłych

Jeśli nie wykluczasz, że możesz być nosicielem wirusa HIV, powiększone węzły chłonne powinny przekonać cię do badania, które pozwoli to wykluczyć. Nie zastanawiaj się, tylko po prostu to zrób. W przypadku osób zakażonych węzły chłonne mogą powiększyć się szybciej, niż wyraźnie rozwinie się AIDS. Upewnij się, że to nie HIV, a jeśli właśnie on stoi za twoimi problemami, szukaj pomocy. Dzisiaj już jest naprawdę skuteczna, ale bez diagnozy nie możesz na nią liczyć.

Doświadczony układ immunologiczny nie daje się już tak nabierać, jak młody. Jeśli masz skończone 50 lat i nagle wyczujesz zgrubienie na szyi, pod pachą, a nawet w łokciu, nie bagatelizuj tej dolegliwości. Ocenia się, że u mniej niż połowy osób starszych powiększenie węzłów chłonnych to objaw stanu zapalnego, np. przeziębienia. Stany podgorączkowe nie zwiększają prawdopodobieństwa, że to infekcja. Jeśli tracisz też wagę bez uzasadnienia, towarzyszy ci przewlekłe zmęczenie, tym bardziej odwiedź lekarza. Niestety, z wiekiem rośnie ryzyko, że węzły chłonne zaatakował proces nowotworowy. Panie, badając co miesiąc piersi, nie powinny zapominać o kontroli węzłów chłonnych pod pachą, bo objawy kobiecych nowotworów często zaczynają się właśnie tam.

Kontrola u ginekologa lub w przypadku panów u urologa, badanie krwi i moczu - często te podstawowe działania profilaktyczne pozwalają wykluczyć poważną chorobę lub nakierować lekarzy tak, byś otrzymał właściwą pomoc. Czasem konieczna jest bardziej zaawansowana diagnostyka, by wiedzieć co i jak leczyć (np. pobranie chirurgiczne całego węzła do badania). I nie ma się co złościć, gdy okaże się, że takie działanie nie było potrzebne. Trzeba się cieszyć i rozumieć, że było konieczne - dla pewności.

Jeśli wyniki są złe? To nie truizm, że większość poważnych chorób, na czas odkrytych, jest uleczalna, a skuteczność terapii stale rośnie. Takie są fakty.
Źródło: gazeta.pl

Wpis: Polski Lekarz Rodzinny Manchester 01617071983

wtorek, 7 maja 2013

Polska Przychodnia Manchester Za niskie ciśnienie - kiedy trzeba je leczyć?

W przeciwieństwie do nadciśnienia traktowane jest jako wydumany problem.


Osobom, którym dokucza, zwykle w ramach leczenia zaleca się "kielicha", albo "małą czarną".


Tymczasem niedociśnienie może być objawem poważnego schorzenia, w tym niewydolności krążenia.
Nie dziw się, że niedociśnienie tętnicze, czyli hipotonia, nie jest traktowane zbyt serio przez wielu lekarzy. Jeśli twoje ciśnienie tętnicze krwi spada poniżej 100/60 mm Hg, prawdopodobnie, nawet w odległej przyszłości, nie dostaniesz zawału, ani udaru. Najczęściej twój problem nie zagraża zdrowiu i życiu, a z nieprzyjemnymi dolegliwościami możesz walczyć domowymi sposobami. Warunek jest jeden: trzeba najpierw upewnić się, że cierpisz na tzw. niedociśnienie pierwotne (idiopatyczne). W przypadku niedociśnienia wtórnego sprawa może być poważna.

Wrodzone, czy nabyte?

O samoistnym, czyli pierwotnym niedociśnieniu, mówimy wtedy, gdy przewlekle utrzymują się niskie wartości ciśnienia tętniczego krwi, a ich przyczyny nie udaje się odkryć. Często występuje rodzinnie. Niedociśnienie pierwotne dotyczy najczęściej nastolatków i osób w wieku średnim, a także młodych, szczupłych kobiet. Blisko 90% chorych cierpi na ten rodzaj niedociśnienia, a ono nie wymaga specjalistycznego leczenia. To fakt, który nie powinien jednak uśpić czujności, gdyż pozostałe 10% niedociśnieniowców to potencjalni pacjenci kardiologów i endokrynologów. Niedociśnienie wtórne bywa bowiem spowodowane poważnymi schorzeniami.

Nie tak łatwo odkryć, na który rodzaj niedociśnienia cierpimy. Zwykle nie kontrolujemy go przecież systematycznie. Wrodzone niskie ciśnienie występuje u kilkuset tysięcy Polaków. To sporo, ale na pewno jest rzadsze, niż się powszechnie sądzi. Nawet bardzo młoda osoba, która ma niskie ciśnienie, powinna pokazać się lekarzowi, by upewnić się, że nie jest chora.

Kiedy do lekarza?

Z pewnością jednorazowy nieprawidłowy pomiar (mówimy o nim wtedy, gdy ciśnienie skurczowe spada poniżej 100 mm Hg lub rozkurczowe poniżej 60 mm Hg) nie jest powodem do paniki. Konsultacja lekarska, a także szczegółowe badania są jednak wskazane, gdy spadki powtarzają się i towarzyszą im takie objawy, jak uczucie duszności,

bóle w klatce piersiowej, obrzęki kończyn, silne bóle, bądź zawroty głowy, czy omdlenia. Dodatkowym sygnałem do niepokoju przy niskim ciśnieniu jest przyspieszony puls (ponad 100 uderzeń serca na minutę w spoczynku).

Jeśli kiedykolwiek chorowałeś na nadciśnienie, jesteś po zawale, czy masz problemy z krążeniem, a teraz dokucza ci niedociśnienie, nie zwlekaj z wizytą u lekarza, najlepiej kardiologa. Jeżeli nie jesteś jeszcze pod jego opieką, np. z powodu nadciśnienia, skieruje cię lekarz pierwszego kontaktu.

Podstawowe badania

Ponieważ niedociśnienie wtórne zwykle towarzyszy schorzeniom kardiologicznym (niewydolność krążenia, zwężenie aorty, zaburzenia rytmu serca), lekarz, by je wykluczyć, prawdopodobnie w pierwszej kolejności zaleci wykonanie elektrokardiogramu (EKG). Jeśli nie rozstrzygnie w pełni wątpliwości, czasem wykonuje się dodatkowo echokardiografię. Możliwe też, że zleci morfologię krwi i badania biochemiczne, by upewnić się, że nie masz anemii lub niedoboru minerałów. Często niedociśnienie dokucza kobietom, które stosują restrykcyjne diety odchudzające.

Znaczenie będzie też miał podstawowy wywiad, dotyczący twojego zdrowia. Spadek ciśnienia mogą wywoływać leki stosowane w nadciśnieniu tętniczym i chorobie Parkinsona, leki przeciwarytmiczne, psychotropowe i odwadniające. Czasem zaburzenia hormonalne, np. niedoczynność kory nadnerczy.

Dopiero wykluczenie tych wszystkich przyczyn pozwala z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że nie musisz przejmować się niedociśnieniem.

Walcz z dokuczliwymi objawami

Jeśli okaże się, że cierpisz z powodu niedociśnienia samoistnego, nie wymagasz wprawdzie "poważnego" leczenia, ale też nie ma powodu, byś pokornie znosiła przykre dolegliwości. Wzmożona senność, ogólne osłabienie i mniejsza wydolność fizyczna to najczęstsze skutki hipotonii. Inne to: problemy z koncentracją, podatność na nastroje depresyjne, nadmierne ziębnięcie nóg i rąk, szum w uszach, ćmiące bóle głowy.

Stara, jak świat, metoda, czyli mocna kawa, rzeczywiście pomaga wielu osobom z niedociśnieniem, a jedna, dwie filiżanki dziennie jeszcze nikomu nie zaszkodziły. Równie modny alkohol to zdecydowanie gorszy pomysł. U części chorych nawet niewielka dawka alkoholu, zamiast "rozgrzać", sprzyja dalszemu spadkowi ciśnienia i pogorszeniu samopoczucia.

Osoby z niskim ciśnieniem nie muszą, a nawet nie powinny, ograniczać soli w diecie. Wskazane jest, by dostarczały organizmowi odpowiednią ilość płynów: co najmniej dwa litry na dobę. Uwaga: nie wliczamy w to kawy.

Błyskawiczne, ale i długoterminowe, oczekiwane efekty, czyli wzrost ciśnienia, gwarantuje ruch na świeżym powietrzu i pływanie. Dobrze jest spać "wysoko", na dwóch poduszkach. Można także stosować specjalne pończochy lub skarpety uciskowe, które poprawiają krążenie żylne.

Jeśli zawiodą wszelkie domowe sposoby, porozmawiaj z lekarzem o leczeniu farmakologicznym.

Nie zapominaj o regularnych wizytach u okulisty. Warto pamiętać, że osoby z niskim ciśnieniem należą do grupy zwiększonego ryzyka zachorowania na jaskrę.
Źródło: gazeta.pl

Wpis: Polski Lekarz Rodzinny w Manchester 01617071983